Strona główna › Baza wiedzy › Służebność przesyłu
Słup na Twojej działce. Prawo, o którym przez pół wieku nikt nie mówił
Przez tysiące polskich działek biegną linie energetyczne i gazociągi postawione dekady temu, często bez żadnej umowy z właścicielem. Grunt pod nimi nadal należy do właściciela — a za korzystanie z niego należy się wynagrodzenie.
Skąd się wzięły te słupy
Większość infrastruktury przesyłowej w Polsce powstawała w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Stawiano ją w realiach, w których pytanie o zgodę właściciela gruntu bywało formalnością albo nie zadawano go wcale. Dokumentacja z tamtych lat często nie istnieje albo jest szczątkowa.
Efekt jest taki, że przez wiele prywatnych działek biegną dziś linie wysokiego i średniego napięcia, stacje transformatorowe albo gazociągi, dla których nie ma ani umowy z właścicielem, ani ustanowionej służebności, ani wypłaconego wynagrodzenia.
Grunt pod słupem to nadal Twój grunt
To jest punkt wyjścia całej sprawy. Postawienie urządzenia przesyłowego nie odbiera właścicielowi prawa do gruntu. Przedsiębiorstwo przesyłowe korzysta z cudzej nieruchomości — i za to korzystanie należy się wynagrodzenie.
Instytucja służebności przesyłu została wprowadzona do kodeksu cywilnego w 2008 roku i uporządkowała sytuację prawną tych urządzeń. Orzecznictwo Sądu Najwyższego oraz wyrok Trybunału Konstytucyjnego o sygnaturze P 10/16 ugruntowały pozycję właścicieli gruntów w sporach z operatorami.
Za co konkretnie należy się wynagrodzenie
Roszczenie ma zwykle dwie składowe.
Za okres wsteczny — za bezumowne korzystanie z nieruchomości. Co do zasady można sięgnąć do dziesięciu lat wstecz.
Na przyszłość — jednorazowe wynagrodzenie za ustanowienie służebności przesyłu albo wynagrodzenie okresowe, w zależności od tego, jak sprawa zostanie ułożona.
Na wysokość wpływa kilka czynników: powierzchnia gruntu realnie zajętego i objętego strefą ograniczonego użytkowania, rodzaj i napięcie linii, przeznaczenie działki w planie miejscowym oraz — w praktyce najmocniej — wartość gruntu w danej lokalizacji. Ta sama linia nad działką budowlaną pod dużym miastem i nad gruntem rolnym w oddaleniu to dwie zupełnie różne kwoty.
Dlaczego to nie jest sprawa, którą łatwo poprowadzić samemu
Formalnie każdy właściciel może wystąpić do operatora samodzielnie. W praktyce napotyka trzy przeszkody.
Po pierwsze, wycena. Wysokość wynagrodzenia ustala się w oparciu o operat rzeczoznawcy majątkowego. Bez niego rozmowa z operatorem sprowadza się do licytacji, w której jedna strona ma dane, a druga nie.
Po drugie, zarzut zasiedzenia. Standardową linią obrony operatorów jest twierdzenie, że służebność została zasiedziana, bo urządzenie stoi na działce od dziesięcioleci. To zarzut, który da się podważyć, ale wymaga to znajomości orzecznictwa i dokumentów.
Po trzecie, czas. Roszczenie za okres wsteczny przedawnia się stopniowo — z każdym rokiem zwłoki wypada z niego najstarszy rok. Zwłoka realnie kosztuje pieniądze.
Jak wygląda sprawdzenie sprawy
Pierwszy etap jest bezpłatny i nie zobowiązuje do niczego. Potrzebne są podstawowe informacje o działce: numer ewidencyjny albo adres, rodzaj urządzenia, które przez nią przechodzi, i informacja, czy właściciel ma jakiekolwiek dokumenty od operatora.
Na tej podstawie da się wstępnie ocenić, czy sprawa ma sens ekonomiczny. Dopiero jeżeli ma — przechodzi się do wyceny i formalnego wystąpienia do operatora.
Jak w każdej sprawie tego typu, wynik zależy od okoliczności konkretnej nieruchomości i nie jest z góry przesądzony. Do prowadzenia trafiają sprawy, które po analizie mają realną szansę powodzenia.
Kto to prowadzi
Sprawami o służebność przesyłu w Grupie VOTUM zajmuje się Votum Odszkodowania S.A. Moja rola to pierwszy kontakt, bezpłatna weryfikacja i skompletowanie dokumentów; wycenę, negocjacje z operatorem i — jeśli sprawa tego wymaga — reprezentację przed sądem prowadzą specjaliści i prawnicy Grupy.
Sprawdzimy Twoją działkę bezpłatnie
Wystarczy numer działki albo adres. Powiemy, czy jest o co walczyć — i ile mniej więcej może być warta sprawa.
Ten tekst ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda umowa jest oceniana indywidualnie — o tym, czy w konkretnej sprawie są podstawy do roszczenia, decyduje analiza dokumentów.